sobota, 26 kwietnia 2014

Dzika Kuchnia Łukasza Łuczaja


Skorzystałam z promocji cenowej w Matrasie, która trwała do dzisiaj z okazji Tygodnia Książki i zaoszczędziłam jakieś 15, 16 zł na książce.

Świetnie wydana, w twardej okładce, ładne, przyciągające oko zdjęcia, opisy dla laików - co, gdzie i kiedy oraz jak i z czym. Dopracowana w każdym szczególe.





Wstępu pomijać nie można. Mamy skład roślin, kalendarz oraz jak zbierać i przygotować jedzenie.



Następne strony wyglądają właśnie tak:

jak rozpoznać i gdzie szukać?

z czym nie pomylić, broń Boże, trzeba uważać na rośliny trujące

kiedy zbierać

części jadalne

tradycyjne użytkowanie

i co jeszcze można z rośliną zrobić



Po czym, odwracamy kartkę i pojawia się receptura. Ilość przepisów się waha.


Opisy roślin wraz z ich wykorzystaniem w kuchni są przeplatane krótkimi felietonami, a to o sklepach eko, o warsztatach, wędkarzach czy dialogami na temat dzikich roślin z napotkanymi osobami. Felietony dodają smaczku publikacji, nieraz można się uśmiechnąć - jeden utkwił mi w głowie,: Jak zdrowo żyć.

Cytat: ( koniec felietonu a felieton dotyczy kobiety, która niedługo dobije do 90tki )

( ... )

- A jak zdrowo żyć ? - pytam.

- Trza pacierz mówić i trochę dupę ruszyć. Jakbym sama w polu nie robiła i drzewa nie rombała, i tymi pekaesami jeździła, to już bym na cmyntarzu leżała. Dupę trza ruszać, to najważniejsze. Czy zimnioki plewić, czy z chłopem, czy bez górę do tego drugiego sklepu, dzie chlep tańszy, czy w kółko kościoła trzydzieści razy. Dupa musi w ruchu być. 

Koniec cytatu i felietonu


Sam koniec książki to kalendarz zbioru dzikich roślin jadalnych.

Czy warto ? Jeśli lubicie kucharzyć i zdrowo się odżywiać - to jest tzw. must have, niezbędnik miłośnika przyrody i zdrowia. A jeśli ktoś będzie chciał  się spotkać z panem Łukaszem, to niech wpadnie na jego stronę i zobaczy, kiedy i gdzie organizuje swoje warsztaty.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz